Strona główna
 
Sobotnie AirShow... czyli "Show" bez "Air"| 2009-08-29

XI edycja AirShow w Radomiu minęła półmetek. Wybierając się w tym roku na lotnisko na Sadkowie nie spodziewaliśmy się, że aż tyle krytycznych uwag, które podnieśliśmy po jubileuszowej edycji z 2007 roku, zostanie wyeliminowanych przez organizatorów, przez co impreza zyska zarówno w oczach osób związanych na co dzień z lotnictwem, jak i wśród widzów, dla których radomskie pokazy lotnicze są jedyną okazją przyjrzenia się lotnictwu z bliska. Wielki ukłon z naszej strony dla organizatorów.

Jak przy każdej poprzedniej, tak i ta edycja ściągnęła tłumy widzów, nawet z najdalszych zakątków naszego kraju oraz wielu gości z zagranicy. Tym razem organizatorzy stanęli frontem do potrzeb swoich gości. Po latach eksperymentów z komentatorami sięgnięto po znaną i lubianą przez publiczność „markę”, jaką jest Tadeusz Sznuk. W połączeniu z dobrze rozplanowanym tegorocznym nagłośnieniem przyniosło to naprawdę pozytywny efekt. Już nie tylko publiczność stojąca przy samych barierkach uczestniczyła w tym, co działo się w powietrzu. Pan Sznuk potrafił przekazać swoją wiedzę o latających maszynach zarówno dużym, jak i małym gościom AirShow. Anegdotami i ciekawostkami technicznymi prezentowanych statków powietrznych nie jednego gościa ogródków piwnych wywabił spod parasola i zainteresował tym, co było w powietrzu, a nie koniecznie było „duże i głośne”. To sztuka, którą nie każdy komentator posiadł.

Drugim elementem, który zmienił się na korzyść, była wystawa statyczna. Już nie częściowo schowana za płachtami sponsorów z dala od widzów, ale prawie w całości na wyciągnięcie ręki, a czasem i bliżej. Nie bez znaczenia było również nastawienie samych załóg, które zaproszono na imprezę. Wystawa statyczna w większości żyła. Mimo płotków i taśm ochraniających statki stojące wśród publiczności, do większości z nich można było swobodnie podejść, porozmawiać z pilotami, zrobić sobie zdjęcie z załogą na tle samolotu, a niektórzy szczęśliwcy mogli poznać ciekawostki techniczne siedząc w kokpicie. Ułatwione zadanie miały załogi największych gości pokazów: amerykańskiego transportowca C-17 Globmaster i białoruskiego IŁ-76 Candid, do których zwiedzania ustawiały się ogromne kolejki. Ale załogi mniejszych maszyn również nie próżnowały, chcąc jak najbardziej uatrakcyjnić swoją obecność. Załoga białoruskiego Su-24 Fencer pozwalała zasiąść za sterami tego unikalnego dla polskiej publiczności bombowca, Holendrzy prezentowali precyzję sterowania uzbrojeniem w ich AH-64 Apache, rysując flamastrem przymocowanym do lufy podkadłubowego działka rysunki, które bardzo szybko znajdowały swoich nowych właścicieli. Węgrzy odsłonili układ napędowy ich transportowego An-26, a polscy piloci samolotu M-28 „Bryza” chętnie opowiadali o swojej pracy i możliwościach prezentowanej maszyny.

Trochę mniej atrakcyjnie prezentowały się rodzime samoloty i śmigłowce sił powietrznych i wojsk lądowych, ale to już „kamyczek do ogródka” naszych dowódców i samych załóg. Organizatorzy wykonali swoją robotę, zbierając prawie każdy rodzaj sprzętu lotniczego wykorzystywany przez polskie wojsko i to się chwali.

Dużo napisaliśmy o atrakcjach naziemnych, ale to dlatego, że pogoda w sobotę pokrzyżowała plany pokazów w powietrzu. O ile pierwszy blok, tzw. aeroklubowy, prezentujący zarówno samoloty Aeroklubu Polskiego, jak i samoloty cywilne, należące do zakładów lotniczych w Polsce, jak: PZL Mielec (M-28 Skytruck, M-26 Iskierka), Zakłady Lotnicze Sp. z o.o. (EM-11 Orka), czy właścicieli prywatnych, odbył się bez przeszkód, to po oficjalnym otwarciu AirShow w południe prezentacje w powietrzu nie miały już takiego szczęścia do pogody.

W pierwszy bloku największe zainteresowanie z uwagi na rzadkość prezentowania wzbudziła jedyna w Polsce, prywatna Iskra. Jednak pozostali uczestnicy nie pozwolili sobie na pozostanie zbyt długo w jej cieniu. Jak zwykle niepowtarzalny pokaz dała fabryczna załoga PZL Mielec na samolocie Skytruck. Nawet wojskowi na co dzień latający na tych maszynach podkreślali kunszt i umiejętności kapitana tej załogi, pana Wiesława Ceny. Umiejętnościami z zakresu akrobacji na Extrze 300 popisał się zdobywca tegorocznego trzeciego miejsca w Mistrzostwach Polski w akrobacji samolotowej, Ireneusz Jesionek. Nie mniej emocjonujący publiczność pokaz umiejętności pilotażowych zaprezentowali piloci dwóch samolotów zabytkowych Piper Cub, a wiele podziwu wśród młodszych uczestników wzbudziła replika samolotu Curtiss Jenny pana Marka Szufy.

Po oficjalnym otwarciu, które tradycyjnie rozpoczął przelot zespołu „Biało-Czerwone Iskry” zdążyły zaprezentować się użytkowane w Polsce samoloty transportowe, wśród nich najnowszy w polskiej flocie, choć wiekowy już, C-130 Herkules. W dalszej części programu zaprezentowano przelot w szyku trzech samolotów F-16 Jastrząb, po czym przy dźwiękach ciężkiego brzmienia zespołu Apocaliptica wzbiły się w powietrze samoloty Hawk finlandzkiego zespołu „Midnight Hawks”. Niestety w związku z drastycznym pogorszeniem się warunków pogodowych ich pokaz został przerwany i przez kolejne trzy godziny nic nie wzbiło się w powietrze, a publiczność tłoczyła się w większości pod namiotami sponsorów lub przemoknięta opuszczała lotnisko. Tu znów wielkim sercem wykazali się piloci samolotów, którzy pozwalali schronić się przed deszczem pod skrzydłami, a czasem i kadłubami swoich samolotów transportowych.

Wielka szkoda, że w sobotę nie udało się zrealizować planowanego pokazu, bo obfitował w wiele ciekawych, nieprezentowanych wcześniej maszyn i zespołów, jak choćby wspomniany zespół „Midnight Hawks” czy gratka na polskich pokazach, należący do lotnictwa Białorusi Su-27 Flanker. Również polskie akcenty, czyli indywidualny pokaz zespołu „Biało-Czerwone Iskry” czy pozorowana walka Mig-a 29 i F-16 zapewniłyby wiele niezapomnianych wrażeń.

W tym kontekście cieszy decyzja organizatorów o umożliwieniu bezpłatnego wejścia w niedzielę wszystkim, którym sobotnia ulewa pokrzyżowała plany i zmusiła ich do opuszczenia lotniska.

Podsumowując powyższą relację, trzeba pogratulować organizatorom XI edycji największej imprezy lotniczej w kraju ciekawych i różnorodnych maszyn, które zawitały w tym roku do Radomia oraz wielu zmian organizacyjnych poprawiających zadowolenie publiczności, bez której nie byłoby tego wielkiego święta lotnictwa. Mamy tylko nadzieję, że nie spoczniecie na laurach, bo jest jeszcze wiele maszyn, które Polski nie odwiedzały, a i wiele sposobów na jeszcze większe uatrakcyjnienie wystawy statycznej. Czego wszystkim gościom AirShow w 2011 roku życzymy. A póki co, warto w niedzielę odwiedzić lotnisko w Radomiu i na własne oczy zobaczyć to wszystko, co przygotowano dla nas w tym roku.


 powrót »
Partnerzy

Oficjalna strona MPL Góraszka


Mazury Airshow


Stowarzyszenie Młodych Inżynierów Lotnictwa


Portal Lotniczy


Portal Lotniczy


Internet Provider


Portal Lotniczy


Sky Watcher

Galeria
Więcej zdjęć w galerii